Dnia 03.06.2008 r moja sunia Gandi - córka Eschi
została pokryta psem Bohun Chatka
Zielarki
Oto MAMA Gandi:




A to TATA - Bohun Chatka Zielarki:




A OTO I MALUSZKI!!:)
Maluszki cieszą się dobrym zdrowiem i wielkim temperamentem. Mają już otwarte
oczka i są bardzo ciekawskie. Mama Gandi świetnie się nimi opiekuje, chociaż w
trakcie szczenienia była bardzo zdziwiona co to się dzieje. Szybko jednak
poczuła instynkt macierzyński i zajmuje się maluchami tak jak Eshi- jest bardzo
opiekuńcza i troskliwa. Spacer , to tylko na szybkie siusiu, bo trzeba wypieścić
i nakarmić maluchy. Jest kochana i bardzo tolerancyjna. W trakcie odwiedzin
tatusia była bardzo spokojna i grzeczna. Bez problemu pozwoliła powąchać
maluszki, a właścicielom nawet brać na ręce.
To bardzo zrównoważona i mądra suczka. Jestem przekonana, że maluchy odziedziczą
po rodzicach te cechy, za które bardzo je kochamy , i które są prawdziwymi
cechami hovawarta. Właśnie dlatego zostawiam sobie czarną sunię, żeby znowu
poczuć przyjemność z wychowywania, układania i szkolenia jaką czułam pracując z
Eshi. Wszystkich zainteresowanych i odpowiedzialnych serdecznie zapraszam . Są
jeszcze wolne 3 blond pieski























Maluszki, choć mają dopiero 3 tygodnie, są coraz bardziej samodzielne.
Interesują się wszystkim dookoła, obwąchując dokładnie nowe przedmioty.
Uwielbiają zabawy na świeżym powietrzu, po których śpią jak susły. Jaki ten
świat ciekawy! A samodzielne jedzenie z miseczek, rewelacja! Wszystkie chciały
dokładkę. Nasza Bohunka (sunia podpalana- po tacie Bohunie) o wyglądzie aniołka,
przy jedzonku zamienia się w prawdziwą "rozbójniczkę", łapczywie wyjadając także
z miseczek swoich braciszków i siostrzyczek. Po takim "rozboju" często wraca
cała umorusana z miską na... głowie. Temperament również po tacie?
Kochane maluchy, długo by o nich pisać. Zaskakują nas codziennie nowymi
umiejętnościami a na zabawę z domownikami nie mogą się doczekać i gdy w pobliżu
wyczują kogoś z nas, nawet gdy śpią, momentalnie wstają na łapki, merdają
ogonkami i głośnym fukaniem zapraszają do zabawy. Są tak aktywne, że zrobić im
zdjęcie to prawdziwa sztuka.














Krótka opowieść o pewnej sfatygowanej żabie (z niesforną Bohunką w tle)
Szczeniaczki rosną zdrowo, są pełne radości i chętnie poznają otaczający je
świat. Dopiero skończyły 5 tygodni a tak dużo już się nauczyły. Nawet
poszczękują, gdy ktoś nieznajomy podchodzi do ich ogródka. Dziwią się
najbardziej, że nie zawsze można robić co się żywnie podoba, tylko są jakieś
zasady do przestrzegania. Mama Gandi - zawsze czujna i bacznie obserwująca swoje
maluchy- choć czasem z przymrużeniem oka spogląda na ich wyczyny, to wymaga od
swoich dzieci przestrzegania 3 "świętych" zasad:
1. Nie zbliżamy się do jej miski i nie wyjadamy.
2. Nie warczymy na siebie nawzajem.
3. Nie ruszamy jej starej zabawki - rechoczącej, małej pluszowej żaby (
wszystkie inne zabawki - proszę bardzo).
Wszystkie psiaczki starają się o tym pamiętać, ale nie mała niesforna Bohunka.
Łamie wszystkie ustalone przez mamę zasady, co często żle się dla niej kończy (np.
miska Gandi, stojaca na podwyższeniu,ląduje na jej głowie). Przy tym maluszku
trzeba mieć oczy dookoła głowy, a jest przecież jeszcze 8 innych. Owa stara żaba
stała się ulubioną zabawką Bohunki i kiedy tylko mogła podkradała ją swojej
mamie (widać, że prawdziwa hovawartka). Nie było rady na tego niesfornego
malucha. Gandi postanowiła zrobić z tym radykalny porządek! No i pewnego dnia
żaba zniknęła. Na komendę - "szukaj żaby!", Gandi robiła "tajemniczą" minę,
odchodziła kilka kroków niby to szukać żaby i... wracała z niczym. I tak przez
kilka dni. Pewnego razu, przy okazji robienia porządków w oddalonym końcu
ogrodu, przez przypadek odkryliśmy zakopaną w ziemi... pluszową żabę. Jak czegoś
nie ruszać, to nie ruszać! Żadne metody wychowawcze na Bohunkę nie działały,
więc trzeba było zachować się jak przysłowiowy "pies ogrodnika"- sam nie mam,
ale i nikomu nie dam!







Szczeniaczki rosną jak na drożdżach. Mają 7 tygodni i niedługo
rozjadą się do nowych domów. Większość z nich była już nawet odwiedzana przez
przyszłych właścicieli. Ufne i zawsze skore do zabawy maluchy zaskarbiają sobie
serca odwiedzających.
Był u nich także trzykrotnie tata Bohun ze swoimi właścicielami. Ojcowska miłość
najwyraźniej przychodzi z czasem. Przy pierwszej wizycie przystojny i dostojny
Bohun ledwie małe zauważył, przy drugiej - już uważniej obwąchał. Dopiero za
trzecim razem zachował się jak na czułego ojca przystało. Szybko wytropił
miejsce, gdzie maluchy miały poobiednią drzemkę, a my zamarliśmy z wrażenia, gdy
ten masywny i temperamentny Bohun podchodził do nich delikatnie i po cichu tak,
by żadnego nie wystraszyć.
A potem Gandi z Bohunem pokazali swoim dzieciom do czego służą piłeczki, ringa,
tudzież inne zabawki. Cała dzieciarnia obserwowała rodziców z wielką uwagą. A
swoją drogą to sporą część zabawek szczeniaczki dostały w prezencie od
właścicieli Bohuna. Dzięki, Ewa, za poświęcony czas i wszystkie piłeczki,
sznureczki i wyprane węzełki oraz wielkiego słonia...na szczęście.